Król w szkole

KRÓL W SZKOLE!

Niecodzienny przebieg miała uroczystość zakończenia roku szkolnego 2012/2013, która odbyła
się 18 maja w szkole Jana III Sobieskiego w Chicago. Niespodziewaną bowiem wizytę złożył szkole sam
jej patron, król Jan III Sobieski, który postanowił przyglądnąć się funkcjonowaniu szkoły swojego imienia,
zarówno uczniom i rodzicom, jak i nauczycielom.
Zaskoczenie królewską wizytą było dość duże, zwłaszcza wśród najmłodszych, dla których podanie dłoni
na powitanie gentelmenowi w stroju nie z tej epoki było dotykiem historii i naprawdę sprawiało wra-
żenie. Graduując klasę zerową król był rad, że tak daleko od rodzinnego kraju spotyka uczniów, którzy
chcą się uczyć czytać, pisać, mówić, a nawet śpiewać po polsku. Dlatego był dla nich szczególnie łaskaw,
pozwolił podejść blisko do swego tronu, przedstawić swoje imiona, toteż onieśmielenie uczniów szybko
prysło.
Monarcha przyjął z sympatią słowa absolwentów klasy VIII, którzy głośno zastanawiali się nad czeka-
jącym ich ostatnim etapem edukacji w szkole polskiej. A ponieważ liceum to poważne wyzwanie, nic
więc dziwnego, że młodzi uczniowie poszukiwali doradcy, mistrza, słowem – kogoś, kto mógłby podpo-
wiedzieć, w jaki sposób zdać maturę, z zarazem – jak się wyraził przedstawiciel klasy VIII:

„by nie wkuwać cały dzień,
by nie został ze mnie cień”.

Ostatecznie jednak klasa jako całość wpadła na właściwy trop, gdyż wspólnie zadeklarowała:

„Dzisiaj wielką mamy chęć,
by maturę zdać na pięć.
A jak trzeba z siebie dać,
To na szóstkę też nas stać!”

Król nie krył zadowolenia z tego oświadczenia i uznał je za rokujące dobrze na przyszłość.
Wizyta króla w szkole jest rzadkością, toteż dla sprytnych uczniów stanowi ona doskonałą oka-
zję, by załatwić niektóre trudne sprawy. Tak było i tym razem. Grupka starszych uczniów przystąpiła
do tronu z petycją o ulżenie ich żakowskiej doli, raczej niedoli – jak utrzymywali – „pisania zbyt obfi-
tych zadań domowych. Król okazał się mistrzem dyplomacji, gdyż natychmiast chwycił gęsie pióro i,
mocą specjalnego królewskiego przywileju, wydał iście salomonowy wyrok: zakaz zadawania prac
domowych na okres najbliższych stu dni! Decyzja ta spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem utru-
dzonych żaków, ale i z ulgą przez strwożonych nauczycieli, wszak za sto dni rozpoczyna się … nowy
rok szkolny.
Król szczególnie wnikliwie przyglądał się tegorocznym kandydatom na maturzystów, co
zupełnie naturalne, gdyż oni pierwsi ze szkolnej wspólnoty idą w tzw. szeroki świat. Monarcha nie
krył swojego zadowolenia, gdy dowiedział się, że klasa maturalna jako jedyna w metropolii chica-
gowskiej w 100% przystąpiła do egzaminu certyfikacyjnego, czyli egzaminu państwowego z języka
polskiego zdawanego przed komisją z polskich uczelni wyższych. Warto wspomnieć, że to nie przy-
padek, ale swego rodzaju tradycja szkoły, która przesądza o jej świetnej reputacji na rynku polonij-
nym, bo to przecież w szkole Sobieskiego przed kilkunastu laty zaczął się rodzić na tutejszym gruncie
cały program nauczania języka polskiego jako obcego i poddawania go standardowym egzaminom
akceptowanym nie tylko w Polsce, ale i na terenie całej Unii Europejskiej. Pionierska praca profesora
Władysława Miodunki z UJ i grona jego współpracowników owocuje, ale wciąż przygniatająca wię-
kszość szkół sobotnich ignoruje tę szansę realnego zmierzenia swego poziomu nauczania ( na egza-
min decyduje się zaledwie co dziesiąty uczeń szkół ). Cóż więc dziwnego, że król Sobieski cieszył się
postawą klasy maturalnej, jej duchem odwagi i walki o język polski, dlatego po zasięgnięciu opinii
Kapituły Szkolnej co do merytorycznego poziomu abiturientów, natychmiast wygłosił po łacinie –
jak na Oxfordzie – uroczystą formułę graduacyjną:

„Omnes studentes maturi sunt!”.

Aktu graduacyjnego dopełnił swą królewską pieczęcią, oznajmiając jednocześnie, iż tytułem MATU-
RUS studenci „mają prawo się określać od teraz i po wsze czasy”.
Nie sposób pominąć faktu, iż w orszak króla włączył się zespół taneczny „Wici” prowadzony
przez p. Magdę Solarz – ze strony zespołu był to prawdziwie królewski, gdyż bezinteresowny gest,
znakomicie uświetniający uroczystość. Jako szkoła jesteśmy dumni, że do „Wici” należy spora grupa
byłych i obecnych uczniów naszej szkoły, w tym tegoroczna maturzystka, Bianka Książek.
Król Jan III Sobieski czuł się dobrze w szkole swojego imienia może i dlatego, że jego tęsknotę za uko-
chaną żoną Marysieńką – idąc za sugestiami najlepiej wtajemniczonych w intymne sprawy dworu -udało
się nieco złagodzić dźwiękami słodkobrzmiącej harfy. Podczas tego mini koncertu król miał możliwość
odetchnąć i spokojnie kontemplować wiszący na sztalugach portret pięknej Marysieńki.
Wizyta króla – wydaje się – dobrze została odebrana również przez rodziców. Nabrali oni pewno-
ści, że ich dzieci chodzą do szkoły starannie nadzorowanej przez Jana III Sobieskiego i dlatego spotyka-
ją tu coś z ducha staropolskiej gościnności i otwartości. Należy w tym kontekście wspomnieć, że szkoła
zauważa i szczególnie ceni wszelką pomoc rodziców, chociaż nie jest w stanie wszystkich nagrodzić.
W tym roku w specjalny sposób wyróżniła dwoje rodziców za wielkie zaangażowanie w pracach na
rzecz lepszego funkcjonowania szkoły – panią Halina Urbaniak i pana Marka Książka.
Rok szkolny 2012/2013 przechodzi do historii. Król wyruszył już w dalszą drogę. My wyruszamy również,
tyle że na wakacje!!! Do zobaczenia!!!

Stanisław Wolsza

Zobacz galerię: